piątek, 19 kwietnia 2019

APACZ - American Wheat od Browaru Sir Beer


Miała już być wiosna, miało być ciepło i słonecznie. I co? I śnieg spadł. Wiem, że połowa kwietnia to jeszcze nie lato, ale takie sytuacje są wysoce wkur… Zwłaszcza, gdy tydzień wcześniej zmieniłeś oponki na letnie. Ale ja dzisiaj nie o tym, nie o tym.
Dziś debiut na blogu. Browar Sir Beer zagościł w mych skromnych progach. Śląska inicjatywa z Bytomia, w sumie to całkiem niedaleko Czewy przecież. O samym browarze wiem bardzo niewiele. Właścicielem jest Michał Podsiadło, a sam browar jest tak naprawdę browarem restauracyjnym, który zadebiutował w zeszłym roku. Mieści się w bytomskim rynku. Tam, gdzie kiedyś funkcjonowała Piwnica Gawronów.
Piwem, na którym dzisiaj się skupię jest Apacz w stylu American Wheat. Wszyscy chyba dobrze wiedzą o co chodzi, więc pozwolę sobie pominąć dyrdymały związane z wyjaśnianiem meandrów tego stosunkowo nowego stylu piwa. Przechodzimy zatem do konsumpcji. 


Apacz przywitał mnie nader dziarską i transparentną pianą, która jest wysoka i trwała niczym Wielki Mur Chiński. Lacing także jest książkowy. Piwo natomiast lekko mętne, blado złote w barwie. Jako całość, trunek ma prezencję nie gorszą niż Krzysztof Ibisz i to 20 lat temu ;)
Lejemy w mordę. Już wiem skąd taka natarczywa piana – wysokie wysycenie. Co oczywiście w tym stylu wpisujemy po stronie z napisem „plusy”. Piwo jest w miarę lekkie w smaku, choć do świeżości mam pewne zastrzeżenia. Panuje w nim swoista równowaga pomiędzy chlebową słodowością, a jankeskimi lupulinami. Jest nieco cytrusów i słodszych tropików, jednak nic konkretnego nie mogę tu wyróżnić. Ale najgorsze jest to, że z każdym łykiem piwo robi się coraz bardziej mdłe, a na piedestał pcha się dziwna, piwniczna i nieco stęchła nuta. A to już nie jest fajne. Goryczka natomiast jest w porządku. Odpowiednio zarysowana, chmielowo-cytrusowa, nie zalegająca. Da się to pić, ale z orgazmu nici…

W zapachu jest trochę lepiej, ale to wciąż nie jest spodziewany przeze mnie poziom. Aromat na pewno jest wyraźnie owocowy, choć samych cytrusów jest raczej nie dużo. Bardziej uwypuklają się tu białe/żółte owoce o ewidentnie europejskim rodowodzie – brzoskwinia, morela, białe winogrono, śliwka renkloda. Chwilami pachnie to jak belgijska klasyka, tyle że bez przypraw. Fajne to, ale nie tego się spodziewałem po nowej fali. Drugi plan to chlebek, pszenica oraz nieco stęchła słodowość o nieco biszkoptowym zabarwieniu. W tle jawi się subtelna doza chmielu, kwiatów oraz niestety ciemnej i wilgotnej piwnicy, z tym że na niższym poziomie, aniżeli w smaku.
Prócz oczywistych plusów tego napitku (wysokie nagazowanie, świetny balans, owoce, odpowiednia pełnia) nie sposób przemilczeć kilku, może nie bardzo wielkich, ale jednak wad. Intensywność doznań oraz słabe buchnięcie amerykańcami budzą moje zastrzeżenia, choć największą wpadką jest tu dla mnie ta niechciana piwniczna i nieco stęchła nuta. Zupełnie jakby użyto starego słodu, choć oczywiście mogę się mylić. Psuje to robotę jak policyjny patrol podczas napadu na bank. Oczywiście piwo nie jest, aż takie złe, żeby go nie wypić, ale niedosyt pozostał. Może z następnym piwem będzie lepiej? I hope so.
OCENA: 5/10
CENA: nieznana
ALK. 5,5%
TERMIN WAŻNOŚCI: 09.2019
BROWAR RZEMIEŚLNICZY SIR BEER

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz