czwartek, 21 czerwca 2018

METEOR - rozbrykany Barley Wine od Radugi


Hejka piwoludki. W ostatnim czasie na blogu zaczęło się pojawiać trochę mniej recenzji niż zazwyczaj. Jakoś tak czasu nie potrafię znaleźć na te degustacje. Ale wiecie co? Tak już zostanie. Nie zamierzam przekładać bloga nad życie towarzyskie i rodzinne. Będę miał chwilę – będzie wpis. Nie będę miał czasu – nie będzie wpisu. Nic na siłę.
Dziś chwila jest, więc stukam w klawiaturę. Na stole ląduje Meteor od Radugi. To ichni Barley Wine o parametrach tak kosmicznych, że wręcz zapierających dech w piersiach. Balling ma już trójkę z przodu – szacun jak stąd do Hollywood. Woltaż natomiast zatrzymał się na czternastej kresce! Nieźle co? ;> Piwo weszło na rynek razem ze słynnym Solarisem i niejako tworzy z nim taką napakowaną cyferkami parę sztosów. Choć z tym słowem na „sz”, to byłbym bardzo ostrożny. Obydwa piwa były już w zeszłym roku okazjonalnie wożone na piwne festiwale w bardzo limitowanych ilościach. Zabutelkowane zostały jednak dopiero kilka miesięcy temu po 12-sto miesięcznym leżakowaniu (w stalowym tanku ma się rozumieć). Lecimy z tematem.


Miedziano-burgundowe piwo jest niesamowicie gęste. Może jeszcze nie półsyntetyk z wieśwagena, ale blisko, blisko. Piana jest skąpa, średnio pęcherzykowa, jasno beżowa w barwie. Ale przecież nie o nią tutaj chodzi.
Pijemy. No gęstość jest faktycznie duża. Ciecz mocno klei się do ścianek mojej jadaczki. Oblepia wszystko co spotka na swojej drodze. Jest to barli łajno z tych mniej słodkich, a bardzo wytrawnych. Owszem, jest trochę karmelu, ale prym bardziej wiodą nuty chmielowe ze sporym udziałem ziół oraz żywicy. Goryczka srogo smaga moje kubki smakowe. Jest mocna, ostra, szarpiąca, nieco mdła i niestety alkoholowa. Wyraźnie brakuje jej ogłady i ułożenia. To ewidentnie najsłabszy punkt tego piwa. Ja rozumiem, że woltaż jest nieziemski, ale ludzie szanujmy się. Etanol z czasem zaczyna coraz bardziej dokuczać, przykrywając poniekąd słodową pełnię. W tle wychodzą na wierzch lekko opiekane nuty, skórka chleba, przypalone tosty oraz akcenty toffi i jakby czekolady deserowej. W tym stylu do trochę dziwne, ale prawdziwe. Mimo to, jak pisałem - piwo słodkie nie jest. Finiszuje mało przyjemnym alkoholowym i mdłym posmakiem, który cholernie długo się utrzymuje. Damn!

Może w aromacie będzie trochę lepiej? Faktycznie jest lepiej. Wciąż bez szału, ale przynajmniej alko nie wyżera mi trzeciej dziurki w nosie. Zapach jest zdecydowanie bardziej ułożony niźli smak. Oczywiście wciąż czuć, że to okrutnie mocne piwo, ale zapaszek bynajmniej nie odstrasza. Całość przypomina nieco likier słodowy z delikatną domieszką suszonych śliwek i rodzynek. Pełno tu słodowości, miodu, karmelu, toffi. Nieco z boku tymczasem egzystuje sobie opiekane zboże, tosty i przypieczona skórka chleba. Tuż nad horyzontem natomiast unosi się bardzo zwiewna nutka chmielu oraz żywicy. Słodko, ale przyjemnie. Do tego wyraziście, wybitnie degustacyjnie, szlachetnie. Aż jestem w szoku, że goryczka i alkohol tak nie zagrały w smaku. Byłoby z tego całkiem fajowe piwerko.
Szalenie gęsty to napitek, niebywale pełny w smaku, poniekąd treściwy, ale na finiszu wyraźnie wytrawny i goryczkowy. Alkohol niestety sporo przykrywa w smaku, powodując mało przyjemne, piekące i mdłe doznania. Goryczka jako tako ma fajny profil, ale czemu do licha jest tak nieułożona i szarpiąca? Aromat dla odmiany to zupełne przeciwieństwo wrażeń smakowych. Likierowo-słodowe doznania są tutaj całkiem na miejscu. Piwo pachnie intensywnie, bogato, szlachetnie. Rzadko kiedy występuje taka rozbieżność organoleptyczna, ale życie przecież jest zaskakujące. Nie zawsze wszystko jesteśmy w stanie przewiedzieć.
Sumarycznie piwo wypada tak sobie. Wącha się je z niekłamaną przyjemnością, natomiast pije bardziej z przymusu. Raczej nie polecam, choć może rok lub dwa w piwnicy zmieni obecny stan rzeczy.
OCENA: 5/10
CENA: ok 12ZŁ
ALK. 14%
TERMIN WAŻNOŚCI: 01.2023
BROWAR RADUGA

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz