wtorek, 12 czerwca 2018

Czym było historyczne piwo Jopejskie oraz jakie jest Jopejskie z Olimpu?


No i stało się! W końcu nadszedł ten dzień. To właśnie dzisiaj! Pękło tysiąc recenzji piw na blogu :D Jest to chyba najbardziej okrągła liczba jaką sobie mogę wyobrazić, bo do miliona na pewno się nie dożyje, a np. dziesięć tysiaków już takie okrągłe nie będzie…
Sześć lat zajęło mi zdegustowanie tysiąca piw i napisanie o nich solidnych, rzetelnych i treściwych recenzji. Nie mnie oceniać, czy to dużo, czy to mało. Zresztą nie o to nawet chodzi.
Już od dawna zastanawiałem się jakim wyjątkowym piwem uczcić to niebagatelne wydarzenie. Musiało to być piwo okrutnie niespotykane, wybitnie rzadkie, szczególnie oryginalne i w jakiś sposób przełomowe. Przestałem się głowić, gdy tylko w moje łapki wpadło Jopejskie z Olimpu. Nic lepszego nie mogło mi się trafić – pomyślałem. Wystarczyło poczekać kilka miesięcy i voilà! Na taki jubileusz jak znalazł :)

Miałem zajefajny kieliszek degustacyjny od Browaru Spółdzielczego, ale złamała się w nim nóżka. Stąd taka amatorszczyzna na zdjęciu ;)

Piwo Jopejskie (Jopenbier) to tak rozległy temat, że spokojnie można by o nim książkę napisać (co najmniej jedna już powstała). Jest trunkiem szczególnym pod każdym względem. Ponoć zaczęto je warzyć w Gdańsku już w XV wieku, a zniknęło z rynku tuż po pierwszej wojnie światowej. Jopejskie w Europie i nie tylko, najbardziej rozsławił nie kto inny, jak słynny Jan Heweliusz. Gdański astronom, matematyk, naukowiec i browarnik, który dwa browary odziedziczył po rodzicach, a w sumie miał ich aż dwanaście. Jopejskie to w zasadzie bardziej taki ekstrakt piwny niż samo piwo. Esencja piwa, koncentrat piwny, syrop piwny. Jego ekstrakt wahał się pomiędzy 30, a 55º Blg!!!  Choć najczęściej mieścił w granicach od czterdziestu do czterdziestu pięciu stopni Plato. Alkoholu jednak w stosunku do ekstraktu nie było tak bardzo dużo. Różne źródła podają różne wartości, ale przyjmuje się, że nie przekraczał on 12%, ale najczęściej było to około 8%. Jopenbier to zawiesisty, gęsty syrop, którego nie pito jednak bezpośrednio. Służył on bowiem jako lekarstwo, przyprawa do luksusowych sosów, zup i dań. Używano go także jako dodatek do innych piw. Innymi słowy Jopejskie było rozcieńczane jasnym piwem, by nadać temu piwu bardziej szczególne, wyraziste cechy.
Jeszcze większym zdziwkiem jest proces jego produkcji. To był dopiero kosmos! Brzeczkę gotowano bardzo długo – kilkanaście, bądź nawet kilkadziesiąt godzin, by odparować wodę i uzyskać pożądany ekstrakt. Następnie przelewano to do wielkich tac chłodniczych, a później do drewnianych beczek, które znajdowały się w piwnicach, podziemiach lub szopach. Tam następowała fermentacja spontaniczna mikroorganizmami z powietrza oraz ze ścian tychże pomieszczeń – oto sekret piwa jopejskiego. W skrócie można to porównać do belgijskiego Lambica . Zaszczepianie dzikimi drożdżami, a przy okazji także różnymi innymi mikrobami (z zarodnikami pleśni włącznie) trwało bardzo długo. Niekiedy piwo zlewano z kadzi fermentacyjnych dopiero po dwóch latach! Kumacie to? Na powierzchni piwa tworzyła się wówczas warstwa pleśni, która w głównej mierze odpowiadała właśnie za swoiste cechy piwa jopejskiego, które po części było też piwem typu Sour, gdyż ulegało naturalnemu zakwaszeniu różnymi szczepami bakterii kwasu mlekowego i octowego. Taka kurde sytuacja. 


To rzecz jasna już tylko historia. No, a jak zrobił to Browar Olimp? Pleśni ponoć nie było, ale była oczywiście fermentacja spontaniczna, która trwała aż półtora roku! Piwo miało niewyobrażalne 45º Blg ekstraktu początkowego, który po fermentacji zszedł do poziomu dwudziestu dwóch ballingów. Gotowego piwa wyszło jedynie 500 litrów, ale na bok odłożono kolejne 200, które przeznaczono do eksperymentów. Trunek rozlano do kegów oraz do zajebistych, ekstra odlotowych małych buteleczek o pojemności zaledwie…. 100 ml! Tak, to nie pomyłka. Piwo w stumililitrowych flaszeczkach. Ale jakże miłych dla oka – białe matowe szkło, czerwony lak, złote napisy, do tego tekturowa zawieszka z podobizną Heweliusza. Całość zapakowana została w ponumerowany ręcznie, stylowy kartonik, który dla mnie jest kwintesencją elegancji, stylu i wyborności. Takie małe arcydzieło sztuki można rzec. Podoba mi się niemiłosiernie. No i jeszcze ta cena. Ok 40-50zł za ten mały flakonik, czyni Jopejskim z Olimpu najdroższym polskim piwem ever w przeliczeniu na objętość. W sumie dobrze, że to tylko ‘setka’, bo na pół litra na pewno bym się nie szarpnął. Wszystkie powyższe czynniki sprawiają, że Jopejskie idealnie nadaje się na tysięczne piwo na blogu. Let’s go!

Mimo, że jest to piwo zacierane z jasnych słodów, to jego kolor bez wątpienia przypomina czarną barwę. Jest to oczywiście wynik bardzo długiego gotowania brzeczki, w której różne związki uległy karmelizacji. Piany brak, to zrozumiałe.
Już podczas otwarcia tej jakże nietuzinkowej buteleczki rozszedł się cudowny i bardzo intensywny aromat, który najłatwiej chyba porównać do mega wypasionego RISa. Jopejskie bowiem pachnie wybitnie słodko, bardzo deserowo, czekoladowo. Ale prym wiodą tutaj moim zdaniem przepięknie wyeksponowane suszone owoce – śliwki węgierki, rodzynki, figi i daktyle. Ta nuta zdaje się dominować nad mleczną czekoladą, karmelem i opiekanym słodem. Po chwili dochodzą do mnie bardzo przyjemne akcenty winne typu Porto oraz Sherry. Głęboko z tła natomiast można wyłuskać nieśmiałe tony brownie, sosu sojowego, kakao, przypieczonej skórki chleba i bardzo subtelnego alkoholu. Jest on idealnie ułożony i cholernie szlachetny. Nadaje całości swego rodzaju pikanterii i splendoru. Genialnie to pachnie, bardzo bogato, wielowątkowo. Piękna sprawa :)
Teraz pijemy. W rzeczy samej jest to najbardziej gęste piwo, jakie było mi dane próbować. Po prostu osadza się na ściankach szkła! Konsystencja likieru to przy tym pikuś. Nawet niektóre syropy na chore gardełko są rzadszej konsystencji! Można to na przykład porównać do oleju jadalnego, choć i półsyntetyk z tedeika chyba nie jest bardziej gęsty. Jopejskie to faktycznie esencja piwna, która klei się do wnętrza jamy ustnej i podniebienia, dając niemożebnie długi aftertaste. Piwo jest okropelnie pełne w smaku, okrutnie treściwe, słodkie, ale przy tym niesamowicie gładkie, aksamitne, śliskie. Od groma tu suszonych owoców, znanych już z zapachu. Dalej mamy akcenty opiekane w formie ciemnego spodu od ciasta, tostów oraz prażonego słodu. Czystej paloności to tu w zasadzie nie ma. Drugi plan to słodkie pralinki belgijskie, czekolada deserowa, rozpuszczalne kakao oraz nuty Porto i Sherry, dające lekki powiew kwasowości. Daleko w głębi natomiast objawia się pewnego rodzaju przyprawowość. Coś jakby maggi, sos sojowy – tego typu klimaty. O dziwo, bardzo tutaj pasują takie akcenty. Alko delikatnie daje o sobie znać, subtelnie rozgrzewając przełyk i wszystko co znajduje się poniżej. Jest przy tym mega szlachetny, ułożony i totalnie nieinwazyjny. Mniam, mniam! Świetny to napitek muszę przyznać, idealnie skomponowany, skrojony na miarę. WOW!


Jest słodko i wybitnie deserowo, ale nie można powiedzieć, by Jopejskie było zaklejające, czy mdłe. Delikatne kwaskowo-winne nuty stoją bowiem tutaj na straży, dzięki czemu wszystko świetnie do siebie pasuje. Mimo niewyobrażalnie wysokiego ekstraktu piwo pije się naprawdę dobrze. Nie jest to oczywiście pijalność Witbiera, ale ten smak jest tak niesamowity, tak interesujący, że bez wątpienia obaliłbym drugie 100 ml. W życiu nie piłem tak gęstego, treściwego, a zarazem gładkiego napoju alkoholowego. To są naprawdę niezapomniane wrażenia! Browarze Olimp dziękujemy Ci, że po stu latach z takim powodzeniem wskrzesiłeś ten zapomniany styl piwa.
Najbliżej temu napitkowi do jakiegoś ekstremalnego RISa, który spędził kilka lat w piwnicy. Ułożył się, zestarzał i utlenił w ten najlepszy możliwy sposób. Właśnie do tego mogę porównać Jopejskie z Olimpu. Arcydzieło, majstersztyk, ambrozja, eliksir! Piwo wybitne, historyczne, niepowtarzalne, niespotykanie drogie, ślicznie zapakowane, ekstremalnie gęste, kompletne, mega złożone, a przy tym dobrze pijalne. Nie mam pytań Wysoki Sądzie ;p
OCENA: 10/10
CENA: ok. 40-50ZŁ
ALK. 8,5%
TERMIN WAŻNOŚCI: 12.2020
BROWAR OLIMP//BYTÓW BROWAR KASZUBSKI

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz