wtorek, 2 lutego 2016

MIŁOSŁAW GÓRNEJ FERMENTACJI

Były kiedyś czasy, gdy człek jarał się piwami z Fortuny. Poważnie. Nieomal piałem z zachwytu sącząc niespiesznie kolejną wersję Miłosławia, która bez wątpienia obecnie ląduje daleko poza kręgiem zainteresowań rasowego beer geeka.
Piwa się nie zmieniły (chyba), to czasy się zmieniły, rzeczywistość się zmieniła. Dziś już prawie nikt nawet głośniej nie westchnie na widok nowego piwa z Browaru Fortuna, czy innego tym podobnego regionalnego przybytku.
Z tegoż właśnie powodu Miłosław Górnej Fermentacji wdarł się na rynek niemalże niepostrzeżenie, by nie powiedzieć kompletnie niezauważalnie. A czym właściwie jest ów napitek? W ciemno można założyć, że to coś na kształt Belgian Blond Ale, bo użyty slogan „górnej fermentacji”, to bodajże największy kretynizm ostatnich lat. Kto to w ogóle wymyślił? Skąd przykładowy Kowalski ma wiedzieć co czai się w środku? Przecież jakieś 70-80% piw na świecie można podpiąć pod to stwierdzenie!


Nowy Miłosław nalewa się z nader obfitą i bujną czapą. Średnio ziarnista piana posiada białawy odcień i dość luźną strukturę, w efekcie czego szybko się dziurawi. Opadając zostawia sowite zacieki na szkle, nie jest więc tak źle.
Piwo jest lekko mętne, ale może to być wynik nalewania do ostatniej kropli (nie chciałem, aby mi umknęły jakieś niuanse). Kolor tegoż trunku zaiste jest złoty, gwoli ścisłości jest to pełny i wyraźny odcień złota, a nie jakaś blada dupa…
Czas na pierwszy łyk – już z progu wiadomo, że drożdże zrobiły co trzeba. Nawet laik wyłapie tutaj swoistą belgijską owocowość (brzoskwinia, morela, gruszka), wspartą na solidnej słodowej podbudowie. Drugie skrzypce grają fenolowe przyprawy, a tuż za nimi drepczą wyraźne chmielowe niuanse o lekkim ziołowo-trawiastym zabarwieniu. Jest i goryczka – sumarycznie niezbyt mocna, acz wyraźna z łodygowo-ziołowym zacięciem. Goryczka raczej pochodzi ze szlachetnego rodu, jest krótka i niezalegająca, choć chwilami sprawie nieco mdłe wrażenie. W zupełności wystarcza, by skontrować słodową bazę.

Aromat jest tak samo rozbudowany jak smak i niestety, bądź  właśnie stety, w głównej mierze jest jego powieleniem. Tu również prym wiedzie mariaż białych owoców oraz łagodna, jakby nieco stonowana słodowość typu biszkoptowego. Nieco dalej podąża odrobina zboża, okraszona nienarzucającą się nutką przypraw, ziół oraz chmielu. W tle majaczy subtelna drożdżowość, przywodząca na myśl nieco archaiczne, piwniczne klimaty. Mimo to całość pachnie dość świeżo i zachęcająco. Może i nie powala na kolana intensywnością doznań, ale w sumie nie jest tak źle.
Piwo ma odpowiednią wysoką pełnię, bardzo dobry balans i nieźle wytrawny finisz, choć treściwości także nie można mu odmówić. Złożoność smaku jak i aromatu nie jest najgorsza, lecz nie sposób pozbyć się pewnego wrażenia chaotyczności. Poszczególne składowe jakby nie współgrają ze sobą, nie tworzą razem zintegrowanej całości i harmonii, przez co piwo jest trochę rozklekotane.
Zamysł i koncepcja dla tego napitku wydaje się jak najbardziej słuszna, jednakże do wykonania można mieć pewne zastrzeżenia. Nikt jednak nie powiedział, że belgijskie specjały to lekki i łatwy kawałek chleba…
OCENA: 7/10
CENA: ok 4ZŁ
ALK.6%
TERMIN WAŻNOŚCI: 11.04.2016
BROWAR FORTUNA

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz