środa, 16 grudnia 2015

TENCZYNEK ABORYGEN

Dziś na blogu kolejne (po imperialnym Stoucie i Milk Stoucie) piwo z Tenczynka, a jest nim Aborygen, czyli rdzenny mieszkaniec danego regionu, w tym wypadku Australii, będącej po części  i w potocznej mowie Antypodami.
Rzeczone piwo to popularne IPA, tyle że okraszone nutką australijskich chmieli - Galaxy i Topaz. Próżno tu szukać jakiegoś magicznego składnika, czy specjalnej metody warzenia. Po prostu Australian IPA i tyle. Kropka.


Gość z Australii pieni się wyśmienicie! Podczas nalewania piana rosła i rosła, nie znając umiaru. Biała pierzynka jest niezwykle drobna, gęsta i zwarta, dzięki temu opada niezmiernie wolno. Lacing również należy do światowej czołówki – obfite zacieki na szkle można podziwiać godzinami! Taką aparycję to ja rozumiem! :)
Piwo nosi zgrabne, jasno bursztynowe wdzianko, przy czym jest wyraźnie mętne (nie przelewałem syfu z dna).
Pora się napić tego specjału. Już od progu wiadomo, że jest to dość wytrawny trunek i to nawet pomimo bardzo wyrazistej słodowej bazy. A właśnie – słodowe ciało, umiejętnie zahacza o lekkie rejony karmelu oraz opiekanego pieczywa, tudzież skórki od chleba. Tuż za nimi z cienia wychodzą przyjemne owoce spod znaku tropików i bardzo subtelnych cytrusów (chodź one są bardziej w domyśle). Dalej dumnie maszeruje garść chmielu, nieco igliwia (lasu) oraz sporo ziołowych i żywicznych akcentów. Nie trwa to jednak zbyt długo, bo na piedestał wdziera się olbrzymich rozmiarów goryczka. Potężna ziołowo-żywiczna gorycz, która niemiłosiernie orze moje kubki smakowe, niczym ośmioskibowy pług podpięty pod najnowszy model John Deere! Horrendalna gorycz długo siedzi na podniebieniu, choć poza tym niewielkim mankamentem jest całkiem wporzo. Gdzieś tam wyczytałem, że piwo ma 150 IBU (to zapewne wyliczenia teoretyczne) i faktycznie jestem w stanie w to uwierzyć. Nie pamiętam, abym pił kiedykolwiek bardziej gorzkie piwo. Respect!

A co piszczy a aromacie? Także jest bardzo ciekawie. Już po zrzuceniu kapsla moje nozdrza zostały zaatakowane przez ujmujące ciało i duszę owoce tropikalne. Piwo w szkle to potwierdza, oferując nam całą gamę tropików z wyraźną przewagą mango, marakui oraz liczi. Nieco głębiej majaczy także lekki cytrusik, jednak wciąż jest go tutaj niewiele. Na drugim planie pojawia się dopiero przeciętnych rozmiarów słodowość, okraszona szczyptą herbatników maczanych w przyjemnym karmelu. W tle natomiast odnajdziemy bardziej pożądane klimaty typu lekka żywica, kwiaty oraz subtelne igły sosnowe. Bardzo intensywny i złożony to aromat, cudownie się go wącha :D
Piwo jest mega wytrawne ze słabym jednak balansem, wyraźnie przechylonym w stronę zabójczej wręcz goryczki. Poważnie, pierwsza trójka najbardziej goryczkowych piw, jakie w życiu piłem! Rzutuje to trochę na pijalność, która dzięki temu nie jest tak wysoka jak powinna być, chociaż i tak piwo całkiem nieźle wchodzi.
Pełnia Aborygena jest całkiem w porządku, podobnie zresztą jak przeuroczy aromat oraz wielowątkowy i bogaty smak.
Kurde blade, właśnie wypiłem bardzo ciekawy i obiecujący napitek. Mam jednak spore wątpliwości, czy tak potężna goryczka była zamierzonym efektem? Jeśli tak, to szacun za decyzję i wykonanie.
OCENA: 8/10
CENA: ok. 6.50ZŁ
ALK.5,9%
TERMIN WAŻNOŚCI: 05.03.2016
BROWAR TENCZYNEK (BRJ)

1 komentarz:

  1. Witam
    Z IBU sprawa zaczyna wyglądać jak jakiś wyścig zbrojeń. Takie windowanie goryczki zaczyna być coraz bardziej śmieszne. Odnoszę wrażenie że twórcy kwestie czy to będzie dało się wypić zostawiają na dalszym planie. To już kolejne piwo w ostatnim czasie z IBU wywindowanym tak wysoko. To tak jakby kucharze nagle zaczęli ściągać się kto zrobi bardziej pikantne danie. Im bliżej finału tym większy ogień z paszczy.

    OdpowiedzUsuń