środa, 2 grudnia 2015

SHAMAN

Kurcze, fajne są te etykiety Kingpina. Nie jestem wielkim zwolennikiem bajkowo-obrazkowych etykiet, ale akurat te nad wyraz mi się podobają. Motyw przewodni świni jest super, do tego ich minki i wygląd niekiedy kładą takich gości jak ja na łopatki. Poza tym kolorystyka też robi swoje i zazwyczaj od razu kojarzy się z tym, co mamy w butelce. Do tego już z daleka widać nazwę browaru, nazwę piwa oraz z nieco bliższej odległości zaaplikowane do trunku mało spotykane składniki, które szybko stały się cechą charakterystyczną dla tej inicjatywy.
Czerwony jak burak Shaman to piwo w stylu Red Summer Ale, które dodatkowo zostało okraszone owocami dzikiej róży i kwiatem hibiskusa – stąd konotacje z czerwoną barwą jak sądzę. Jak dotąd dziką różę i hibiskusa kojarzę tylko z herbat owocowych, ciekawe czy wyczuję je w tym piwie?


Shaman może nie jest aż tak czerwony jak na etykiecie, jednakże faktycznie kolor piwa to połączenie brązu z subtelną czerwienią. Przy czym całość jest wyraźnie mętna, ale to przecież norma u kraftowców, wszak unikają oni filtracji jak ognia.
Ciecz generuje dość obfitą pianę o barwie przybrudzonej bieli. Piana zbudowana jest ze średniej wielkości pęcherzy, cechuje się umiarkowaną żywotnością i raczej znikomym lacingiem.
Umiarkowanie intensywny aromat bez wątpienia zalatuje Ameryką. Pięć jankeskich chmieli objawia się głównie jako tropikalny tercet – mango, liczi i granat. Cytrusa natomiast jest tutaj raczej niewiele, w przeciwieństwie do przyjemnego i dosyć wyraźnego zapachu kwiatów. Stawiam kamienie przeciwko orzechom, że jest to obiecany hibiskus. Tło zostało wypełnione nienachalnym, wręcz subtelnym słodem o cechach lekko opiekanych i ciasteczkowych. Poziom urozmaicenia aromatu może i nie jest najwyższy, nie mniej jednak piwo pachnie dość przyjemnie i ciekawie.

W smaku także prym wiedzie tropikalna owocowość, przy czym bez wątpienia są to owoce o zabarwieniu czerwonym lub zbliżonym do czerwonego. Nieco dalej pałeczkę przejmuje nieco pustawa słodowość, która chyba nie do końca współgra z chmielowo-owocowym profilem tego piwa. W głębi czai się jeszcze delikatna kwaskowo-gorzka nuta dzikiej róży oraz (a jakże!) lekka, acz wyraźna kwiatowość. Wszystko to jednak szybko milknie pod naporem wyrazistej i nader skutecznej, grejpfrutowo-łodygowej goryczki, która delikatnie zalega, ale sumarycznie jest całkiem w porządku.
Generalnie wszystko byłoby ‘cacy’, gdyby nie ta pustka w posmaku. Chmielowa strona tego napitku stara się jak może, tymczasem słodowa połówka chyba trochę się leni i nie oddaje w pełni tego, co ma do zaoferowania. Dzięki temu piwo ma średnią w kierunku niskiej pełnię, choć do wodnistości jeszcze daleko :)
Przeciętna pijalność z pewnością nie jest wielką superlatywą, w przeciwieństwie do balansu, który jest niemal idealny. Chmielowa goryczka, aż z nawiązką kontruje niezbyt przecież pokaźną słodowość. Sumarycznie więc całość smakuje dość wytrawnie, choć mogłoby być w tym ciut więcej szlachetności i polotu.
OCENA: 7/10
CENA: ok. 8.50ZŁ
ALK.4,5%
TERMIN WAŻNOŚCI: 22.03.2016
BROWAR KINGPIN//BROWAR ZARZECZE

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz