Wstęp
W sobotę 13 czerwca razem z małżonką byłem na Pinta Party 2026 w Wieprzu, rzut krowim plackiem od Żywca. Wyjazd wyszedł na małym spontanie. Obecnie rzadko jeżdżę na piwne festiwale, ale jak już ruszyłem cztery litery, to postanowiłem się tym z wami podzielić. Impreza po raz pierwszy trwała dwa dni, ale my byliśmy tylko drugiego dnia.
Trochę historii
Pinta Party po raz pierwszy odbyło się w Warszawie w 2016 roku, a bezpośrednim jej przyczynkiem było 5-lecie Browaru Pinta. Od 2021 roku festiwal odbywa się już na terenie Browaru Pinta i co roku jej rozmach się zwiększa. To już nie tylko piwa na kranach i food trucki, ale też pole namiotowe, scena, koncerty, zwiedzanie browarów, strefa relaksu, specjalne premiery piwne, piwne wykłady, degustacje (masterclassy) i Pinta Run! Jak łatwo policzyć, tegoroczna edycja zbiega się ze świętowaniem 15-lecia istnienia Pinty, jak również całego kraftu w Polsce. To jest już naprawdę kawał historii.
Zasady
Wstęp na teren Pinta Party jest bezpłatny. Miejsce na polu namiotowym zaś, to wydatek 20 ziko od łebka. Masterclassy nie wiem ile kosztowały, a zwiedzanie browarów też coś koło dwóch dyszek. Ja z żadnych pakietów nie korzystałem, a sam browar już kiedyś zwiedzałem (ten zwykły, nie Pinta Barrel Brewing). Przy niemal każdym stoisku z piwem można było dostać darmową mapkę z „rozkładem jazdy”, rozpiską z piwami na kranach oraz ceną za nie. To jest naprawdę zajebista sprawa. Po prostu idziesz w konkretne miejsce po konkretne piwo i wiesz ile za nie zapłacisz. Nie gotówką, a żetonami. Jak wiadomo – żetony, czy jakieś opaski płatnicze na festiwalach mają swoje dobre i złe strony. Z pewnością wpływają na mniejsze kolejki, bo przekazać drugiej osobie żeton lub dwa, na pewno zajmuje mniej czasu, niż płatność gotówką, czy nawet kartą/telefonem. Taka forma płatnicza chyba też zmniejsza ryzyko pomyłek „na kasie”. Operowanie gotówką stwarza po prostu pole do błędu dla kasjera. Z drugiej strony w zasadzie nigdy nie można zwrócić niewykorzystanych żetonów, co jest wg mnie trochę nie fair. Na Pinta Party żeton kosztował 7 PLN, a najmniejszą ilość, jaką można było kupić to 10 sztuk. Czyli wydajesz minimum 7 dyszek, albo 140zł i nic pomiędzy. Jak żetony zostaną ci w kieszeni, to kasy i tak nie odzyskasz. Biznesowy majstersztyk.
Nie mogę jednoznacznie powiedzieć, czy ceny piw były drogie, czy tanie. To zależy. Z pewnością można stwierdzić, że nie były wygórowane. Popularne style (lagery, pilsy, witbiery, weizeny) oraz Atak Chmielu, to wydatek najczęściej jednego żetona za 0,3 litra i dwóch za 0,5 litra. Czyli za 14 złociszy mamy 0,6 litra Ataczku i to jest świetny deal. Bardziej ciekawe style kosztowały już najczęściej dwa żetony za 0,3L. Oczywiście niekiedy trzeba było też sięgnąć i po trzeciego żetona i nie tyczyło się to tylko tzw. sztosów, ale też bardziej wypasionych ipek. Zatem mogłeś pić tanio, ale też drogo. Wszystko zależało od ciebie. Tu warto wspomnieć, że była też strefa cydrów i piw z zagranicy oraz strefa „zaprzyjaźnionych browarów” – Artezan, Birbant, Cztery Ściany, Brofaktura, Funky Fluid, Kingpin, Lubrow, Monsters, Nepomucen, Trzech Kumpli, Zakładowy i Ziemia Obiecana. Więc, na Pinta Party można się napić piwek z wielu polskich browarów (i nie tylko).
Jedzenie
Tu dla
odmiany obowiązywała płatność tradycyjna. Wybór ‘szamki’ był naprawdę bardzo
dobry – od burgerów, poprzez pizzę, bigos po placki ziemniaczane i mięsko z grilla.
Porcje były duże, a ceny… niewygórowane. Naprawdę byłem pozytywnie zaskoczony,
a ja zawsze ‘psioczę’, że drożyzna. Co jedynie shejtuję pizzę obok Taproomu –
50 ‘dukatów’ za 32 cm, to jednak spora przesada. To co jadłem bardzo mi
smakowało. Żona konsumowała inne dania, ale miała taką samą opinię, więc było
bardzo smacznie. Sprawdzone info. Co ważne – kolejek prawie nie było, a jeśli
już, to raczej nieduże, a to też spory plus. Wiadomo, że człowiek głodny, to wkurwiony
zły.
Ogólne wrażenia
Zajebiste. Atmosfera była świetna, pogoda dobra, a chwilami nawet bardzo dobra (jak wyszło Słońce). Prognozy nie były optymistyczne, ale warto było zaryzykować. Spotkałem masę piwnych blogerów, z większością udało się porozmawiać choć chwilę (pozdrawiam Piwne Podróże, Kociokwik TV, Piwnego Turystę, Opiwatele, Jerry Brewery, ProPiwo). Widziałem się też z ludźmi z łódzkiego i częstochowskiego Bractwa Piwnego, których również pozdrawiam. Ogólnie to spotkałem tam masę znajomych, a jeszcze więcej tzw. znajomych twarzy. Było naprawdę miło i sympatycznie. Żadnych bójek, czy nawet przepychanek. Kolejki niewielkie lub brak (poza WC w godzinach wieczornych), torcik na urodziny Pinty, fajne koncerty, w miarę niedrogie i pyszne piwko oraz żona u boku. Fajny weekendowy reset. Za rok też mamy w planach się pojawić, wszak nie jest jakoś daleko. Nawet nie wyjechaliśmy z województwa 😊
Ziemek i Grzesiek robicie wiele dobrego dla piwnego kraftu w tym kraju. Róbcie to dalej.














Komentarze
Prześlij komentarz