Pamiętacie The Lighthouse od Radugi? Sztos, piwo ideał, które porządnie zryło mi czachę. Mniej więcej rok po jego premierze doczekaliśmy się drugiej wersji tego piwa. Etykieta przeszła tylko lekki tuning i w zasadzie nawet nie pokuszono się o zmianę nazwy.
The Lighthouse Part 02 miał swoją premierę w okolicach tegorocznego Baltic Porter Day. Parametry się oczywiście nie zmieniły. Jedynie dopisek jest inny – coffee & toffee. Wiadomo już czego się tutaj spodziewać. Niestety w składzie wyczytałem aromaty, czego nigdy nie będę pochwalał. To właśnie one mają dać tutaj klimaty kawy i toffi. W pierwotnej wersji (czekoladowej) nie podano pełnego składu, więc założyłem, że aromatów nie dodano. Teraz jednak myślę, że byłem w błędzie. Mimo to, jestem niezmiernie ciekaw, czy druga wersja będzie zbliżona jakością i kompleksowością do pierwszej edycji.
Piwo jest czarne jak Stout. Piana beżowej barwy, drobniutka, kremowa, niezmiernie puszysta, zwarta i solidnie trwała. No ładnie to się prezentuje w szkle.
W smaku nie czuć aromatów, a całość wydaje się bardzo naturalna. Mamy tu mnóstwo ciemnych, lekko palonych słodów, wspartych nutami łagodnej kawy z cukrem. Toffi jest na drugim planie, a tuż za nim jawią się czekoladowe klimaty. Nieco dalej mamy tanie pralinki, kakao rozpuszczalne, akcenty melasy, chleba razowego i orzechów laskowych. W tle majaczy odrobina marcepanu, migdałów, wanilii, karmelu oraz laktozy. Bardzo dużo się tu dzieje. Jest jeszcze nutka szlachetnego alkoholu, który jest bardzo dobrze ułożony. Całość jest nader gładka, wręcz taka kremowa, jedwabista w odczuciu. Wbrew pozorom nie jest bardzo słodko, bowiem na finiszu pojawia się w miarę wyrazista goryczka. Bardzo fajnie to smakuje, choć „jedynka” była wg mnie wyraźnie lepsza.
Aromat jest nader podobny, ale są pewne różnice. Zapach jest przede wszystkim słodszy i mniej palony. W zasadzie to już możemy tutaj mówić, że słody są prażone, a nie palone. Czuję wyraźne toffi, sporo melasy, cukru trzcinowego i mlecznej czekolady. Bardziej w głębi egzystują nuty ciemnego pieczywa, ‘kakałka’, kawy zbożowej, orzechów i marcepanu. W tle subtelna wanilia i delikatny alkohol, kojarzący się z likierem czekoladowym i trochę z ajerkoniakiem. Zapach także wysokich lotów. Bardzo złożony, choć wyraźnie deserowy.
Piwo jest bardzo pełne w smaku, nader treściwe i szalenie wielowątkowe. Balans bardziej wędruje w stronę słodyczy, ale jak wspomniałem, jest i też i goryczka od palonych słodów. Alko jest pięknie ułożone, choć w pierwszej wersji było jeszcze lepiej. Odczucie w ustach się nie zmieniło – wciąż ciecz jest bardzo gładka, aksamitna.
Mam tu kawał porządnego porteru bałtyckiego, który daje wiele radości i frajdy z picia. Jest to piwo niezwykle esencjonalne i bogate w doznania. Część tego bogactwa pochodzi oczywiście z aromatów, ale na serio użyto ich z głową. Z drugiej strony, wolałbym nie wiedzieć o ich istnieniu, jak to miało miejsce (prawdopodobnie) w pierwszej odsłonie The Lighthouse. Porównując obie wersje – pierwsza wbiła mnie w fotel i sfilcowała gacie. Druga natomiast jest bardzo dobrym piwem, a to też dobra wiadomość.
OCENA: 8/10
CENA: 13.99ZŁ (Duży Ben)
ALK. 10%
TERMIN WAŻNOŚCI: 15.01.2034
BROWAR RADUGA
Komentarze
Prześlij komentarz