sobota, 21 listopada 2015

MUERTO

W tym roku listopad nie obrodził zbytnio w piwa dyniowe, wobec tego dzisiaj na tapecie nie żadna nowość, lecz zeszłoroczny wypust Browaru Kingpin, który postanowił uczcić Hallowen Pumpkin ejlem z dodatkiem rokitnika, palonego jęczmienia icukru kandyzowanego oraz jankeskich lupulin (bo Kingpin nie znosi nudy ;)).
W rzeczy samej piwa dyniowe nie należą do najsmaczniejszych cymesów na świecie, bowiem sam miąższ dyni prawie nic nie wnosi lub wnosi bardzo niewiele do gotowego trunku. Dlatego też niepisanym zwyczajem jest pakowanie do tego typu piw wielu różnych rodzajów przypraw. Kingpin postawił na oryginalność i wybrał owoce rokitnika zwyczajnego, który w stanie dzikim rośnie również w Polsce. Jego sadzonki często wykorzystywane są jako roślina ozdobna w ogrodach, z owoców zaś można przyrządzać soki, dżemy i przeciery, a także maseczki kosmetyczne i herbatki lecznicze. Szczerze – nie mam pojęcia jak to cholerstwo pachnie, ani jak smakuje. 


Otwieram i przelewam. Cykam kilka fotek i jadę z koksem. Piwo jest bardzo mętne (to zrozumiałe), a jego barwa cechuje się brunatnymi naleciałościami z lekką domieszką ciemnego bursztynu. Mało apetycznie to wygląda, ale co tam...
Muerto tuż po przelaniu okrył się umiarkowanie wysoką czapą jasno beżowej piany, zbudowanej ze średniej wielkości pęcherzy. Niestety nie obcowała ona ze mną zbyt długo – po dłuższej chwili nastąpiła redukcja do symbolicznego kożuszka. Mówi się trudno.
Biorę pierwszy łyk, bo chyba piwko jest jeszcze troszkę za zimne na wąchanie. Czuję wyraźną mętność i gładkość tego specjału, który wolno i niespiesznie spływa mi po przełyku. Na pierwszy plan wysuwa się bardzo przyjemna owocowa nuta, pochodząca od chmielu. Mamy tu całkiem przystępną ilość tropików oraz garść cytrusów, które jednak są dość stonowane. Na drugim planie egzystuje lekko opiekana słodowość, tosty, karmel, nieco chmielowych aspektów, trochę ziół, a także szczypta żywicznych doznań. Na samym końcu być może majaczy ten rokitnik. Wyczytałem w internetach, że jego owoce są kwaśne i cierpkie i właśnie coś takiego siedzi sobie cichutko w tle. Nie mniej jednak jest to smaczne i rześkie zarazem. Śladu dyni oczywiście nie wyczułem. Aha, na finiszu pojawia się i szybko znika bardzo szlachetna, chmielowa goryczka, która mimo, że nie jest zbyt mocna, to idealnie kontruje słodową pełnię. Dosłownie pasuje do tego piwa, jak dłoń do rękawiczki (o ile to nasz rozmiar).

Zapach jest dość dziwny, osobliwy. Początkowo kojarzy mi się on z zepsutym lub co najmniej nieświeżym piwem. Na szczęście z biegiem czasu owe złudzenie mija. Mamy tu spore pokłady nieco mdłej słodowości, która podobnie jak w smaku jest lekko opiekana. Tuż obok podążają średnio wypieczone tosty, biszkopty, karmel i coś jakby delikatnie przypieczony spód od ciasta. Dopiero za tą watahą wdzięcznie biegnie tropikalna owocowość, w której są także cytrusy, subtelna żywica i chyba znowu ten rokitnik (choć to tylko przypuszczenia). Całość lekko kwaskowa, nader intensywna i rozbudowana, choć moim zdaniem chyba ciut za mocno słodowa. Z drugiej jednak strony nie należy zapominać, że to Pumpkin Ale, a nie jakaś AIPA.
Rzeczone piwo odznacza się niebywałą pełnią, jest gęste i gładkie zarazem, ale na szczęście mało słodkie. Chmielowa goryczka robi tutaj świetną robotę – normalnie balans pierwsza klasa. Pijalność także na wysokim poziomie. Mimo, że piwo nie jest wcale lekkie i sesyjne, to pije się je szybko, a uśmiech nie znika z pyszczka ;p
Gdybym nie wiedział co piję, w życiu bym nie zgadł, że to piwo dyniowe, w dodatku, że jest z jakimś rokitnikiem. Tak, czy siak, jak na ten styl, to genialna robota. Mimo skromnego udziału specjalnych dodatków trunek ten jest dość złożony, nader oryginalny, ciekawy i po prostu bardzo smaczny.
OCENA: 8/10
CENA: ok. 9.50ZŁ
ALK.7%
TERMIN WAŻNOŚCI: 27.04.2016
BROWAR KINGPIN//BROWAR ZARZECZE

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz