niedziela, 6 października 2019

Bardzo dobre Polskie Ale od Maryensztadtu


Dla niektórych w życiu liczy się tylko prostota. Niejednokrotnie najprostsze rozwiązanie jest tym najlepszym. Nie raz się człowiek nakombinuje, nagłowi, nagimnastykuje, a finalnie i tak guzik z tego wychodzi. Nie będę tu przytaczał konkretnych przykładów z życia, bo nie o to chodzi, ale odniosę się tylko do świata piwa. W końcu to blog piwny, a nie „życiowe rozkminy trzydziestopięciolatka po przejściach”.
Ot, takie Polskie Ale z Maryensztadtu. Niektórzy pewnie znają, inni nie. W skrócie – prosty ejl na polskich chmielach, kompletnie bez żadnych dodatków. Tylko woda, słód, chmiel i drożdże. Nie wiemy nawet jaki konkretnie chmiel, bo napisali tylko, że polski. Ale to nie jest przecież najważniejsze. Już taki zestaw informacji daje nam mniej więcej pogląd, czego można się po tym piwie spodziewać. Zapewne nikogo ów trunek z kapci nie wyrzuci, nikomu nie sfilcuje kalesonów i nie zerwie papy z dachu. Nie o to tu chodzi. Nie taka jego rola. To piwo ma być proste i nieskomplikowane, ale smaczne. Bowiem nie każda wariacja jest fajna i nie każda wariacja spełnia oczekiwania danego konsumenta, a czasem nawet samego producenta. Przekombinowanie to częsty element naszego rynku kraftowego. 


Polskie Ale to piwo stworzone z myślą nie o beergeekach, tylko takich zwykłych ludkach, co to chcą napić się piwa i nie zagłębiać w jego szczegóły. Piwo to jest przyjemnie słodowe z lekko zaznaczoną nutką karmelu. Słodowość przybrała formę przypieczonej skórki chleba i tostów. Jest też i fajnie podkreślony chmiel o wypadkowej ziół i trawy. W tle natomiast majaczą echa czerwonych owoców, co mnie szalenie zdziwiło. Całość jest dosyć wyraźnie wysycona, przez co trunek pieni się niemiłosiernie. Piana jest bardzo obfita, drobna, zbita i sztywna jak koci ogon. Skubana prawie w ogóle nie opada! No i zostawia sowite firany na szkle. Chmielowa goryczka może nie powala, ale jest dość wyraźna i przede wszystkim cholernie szlachetna, krótka i gładka w odczuciu. Piwo jest odpowiednio pełne w smaku, bardzo wyraziste i świetnie zbalansowane. Poniekąd treściwe, choć na finiszu bez wątpienia półwytrawne i takie lekko ziemiste można rzec. Po prostu smakuje to jak dobrze zrobione piwo. No i czuć te polskie nieskomplikowane chmiele. Pijalność sięga tutaj górnych granic skali. Jestem niebywale pozytywnie zaskoczony tam napitkiem. Brawo! :)

Klarowne i miedziane w barwie piwko również w aromacie jest bardzo przyjemne. Przeważa tu wyraźna słodowość, nuty opiekanego pieczywa oraz tostów. Ponownie pojawiają się nieśmiałe akcenty karmelu, czerwonych owoców oraz łagodnego chmielu w oddali. Chmiel manifestuje się jako zioła oraz subtelne przyprawy. Nie ma sensu doszukiwać się czegoś więcej, bo jak na ten styl to i tak piwo oferuje więcej niż powinno. Wącha się to miło i przyjemnie. Taki zapaszek stanowi niezwykle udane połączenie ze smakiem, który jak wspominałem jest nader pozytywnie zaskakujący.
Słowem podsumowania, Polskie Ale od Maryensztadtu nie jest piwem bardzo skomplikowanym, choć aromat może lekko szokować swoją złożonością. W każdym razie smakuje wybornie i o to przecież chodzi. Doskonale sprawdzi się jako tzw. piwo codzienne, piwo stołowe. Polecam.
OCENA: 8/10
CENA: 4.99ZŁ (Netto)
ALK. 5,5%
TERMIN WAŻNOŚCI: 14.04.2020
BROWAR MARYENSZTADT

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz