I znowu Browar Amber na tapecie. I znowu seria Po Godzinach. I znowu sesyjna ipka . I znowu ekstrakt 12,2° Plato. Równiutko jak od linijki. WTF!? Amber nam się zaciął. Oczywiście jeśli chodzi o wysokość ekstraktu, który jest taki sam w szóstym lub nawet siódmym piwie z rzędu! Wydaje się niemożliwe, a jednak. Tym razem do butelki wlano Session West Coast IPA. Szkoda, że sesyjna, ale z drugiej strony dobrze, że to nie kolejna Hazy IPA. Wytrawny łest kołścik zawsze na propsie. Nachmielono go Motuere, Nelson Sauvin oraz Chinookiem. Zaraz zobaczymy, czy Amber to dowiezie. Złociste, lekko zamglone piwo, pieni się dosyć obficie. Piana jest średnio pęcherzykowa i umiarkowanie trwała. Zostawia liczne zacieki na szkle. Smak jest średnio wytrawny, owocowy, ale w taki dziwny sposób. Są białe owoce oraz takie „zielone” nuty, jakby ogórkowe, tudzież aloesowe (chmiele z NZ). Bardziej w głębi czają się owoce typowo tropikalne oraz grejpfrutowe. Słodowość jest lekka, w typie białeg...