niedziela, 16 sierpnia 2015

NIEDOBITY

Gdzieś w okolicach czerwca Browar Pinta zaproponował beer geekom niezwykłe piwo, które spokojnie można nominować do tytułu „premiera roku”, czy „najbardziej osobliwe piwo roku” (o ile oczywiście taka kategoria powstanie).
Zazwyczaj każdy browar dumnie i szumnie zapowiada daną nowość, później chwali się na lewo i prawo składem, recepturą, czy migawkami z warzenia. Pinta natomiast wrzuciła na fejsa wyłącznie zajawkę etykiety, a resztę mieliśmy się domyślać sami. Dodatkową zagwozdką był podany styl, czyli Underground. Problem w tym, że taki styl nie istnieje, nie jest to również żadna hybryda – Pinta poszła o krok dalej i wymyśliła sobie własny styl! Proste nie?
Niedobity to nielichy mocarz leżakowany przez pół roku z płatkami (wiórami) dębowymi w jakimś ciemnym i zimnym miejscu. Dziewięć rodzajów słodów, trzy amerykańskie chmiele i jeden niemiecki (Fantasia), imbir, skórka pomarańczy, do tego kandyzowany cukier, dębina i belgijskie drożdże. To nie fikcja, to fakty. Taki właśnie jest Niedobity w stylu Underground od Pinty. Let’s go!


Tak mocno byłem zaabsorbowany robieniem zdjęć, że nawet nie zdążyłem się przyjrzeć pianie, co rzecz jasna niezbyt pochlebnie o niej świadczy, bo była bardzo nietrwała. Wiem tylko, że piwo zapieniło się dość skromnie, a piana miała beżowy odcień. Po dwóch minutach ślad zupełnie po niej zaginął.
Niedobity posiada ładny, miedziano-brązowy odcień, pod światło mieniący się rubinowymi refleksami.
Wysycenie jest stosunkowo niewysokie, a smak bardzo pełny i wielowątkowy. Pierwszy akord to suszone owoce (śliwki, rodzynki, daktyle, figi), w drugim pojawia się całkiem wyraźna wanilia oraz śmiałe akcenty drewna (dębu jak można się domyśleć). W to wszystko wgryza się lekki i przyjemny karmelek, podszyty dobrze opiekanym słodem, tostami i przypieczoną skórką chleba. Tło wypełnia bardzo subtelna chmielowość oraz szczątkowe ilości przypraw, głównie imbiru rzecz jasna. W posmaku dominuje taka fajna i niespotykana piwniczność, przechodząca bardzo szybko w stare i zleżało drewno. Alkohol nawet jeśli jest, to naprawdę znikomy i bardzo ułożony. Nie mam pojęcia jak udało się Pincie tak perfekcyjnie ukryć dziewięć voltów? Na finiszu jest także chmielowa goryczka – umiarkowanie mocna, acz wyraźna, a przy tym dość szlachetna, gładka i niezalegająca. Naprawdę wspaniale się to pije!

Teraz pora rzucić okiem (a raczej nosem) na aromat. Mimo szerokiej czaszy mojego kielicha zapach jest bardzo intensywny i złożony. Połączenie suszonych owoców, wanilii i drewnianych klimatów naprawdę robi tutaj robotę. To wszystko oblane jest łagodnym karmelem i posypane opiekanym słodem z niewielką domieszką tostów, orzechów laskowych i prażonego słonecznika. Rolę tła pełni tutaj nieco stonowany karmel oraz belgijskie fenole z imbirem na czele. Z biegiem czasu dębina przybiera na sile, przez co piwo staje się coraz bardziej „stare”, „zwilgotniałe” i piwniczne. To naprawdę dodaje mu uroku! Co dziwne, w aromacie nie wyczuwam obecności chmielu, a tym bardziej jego jankeskich odmian. Nie mniej jednak absolutnie mi to nie przeszkadza, bo zapach i tak jest okrutnie intrygujący i arcyciekawy :)
Piwo jest pełne w smaku, wielowątkowe i złożone. Cechuje go spora treściwość oraz balans przesunięty w stronę słodyczy, aczkolwiek nie można tu mówić o jakimś chamskim ulepku. Mamy tu zarówno słodycz, jak i dobrze zaznaczoną goryczkę.
Pomimo zabójczej mocy, Pintowski wynalazek pije się stosunkowo szybko i bezboleśnie, czego akurat nie może potwierdzić moja mózgownica (lekki szum głowy jest). Co ciekawe, wciąż nie mogę zrozumieć, jakim cudem prawie nie czuję tu alkoholu? W smaku procenty czuć naprawdę minimalnie, ale w aromacie w ogóle! Szacun!
Jestem pod wielkim wrażeniem tego eksperymentu, bo inaczej tego nazwać nie można. Piwo smakowało mi okrutnie, a jego smak i zapach zapamiętam naprawdę na dłuuuugo. Oby więcej takich specjałów było na polskim rynku. Jeszcze raz respect!
OCENA: 9/10
CENA: ok. 8.50ZŁ
ALK.9%
TERMIN WAŻNOŚCI: 01.12.2015
BROWAR PINTA//BROWAR ZARZECZE

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz