środa, 26 sierpnia 2015

DOCTOR BREW - BLACK WEIZEN

Dawno już nic nie piłem od naszych rodzimych „doktorków”, oj bardzo dawno. Nie, żebym dał bana Łukaszowi i Marcinowi ze względu np. na kiepskie, czy nawet przeciętne piwa, tak jak zrobili to niektórzy blogerzy po fachu, głośno się przy tym afiszując. Po prostu w ciągu ostatnich ośmiu miesięcy jakoś nie po drodze mi było z wypustami Doctor Brew. Jest przecież tyle innych browarów na rynku...
Na szczęście ich ostatnie dwie nowości bardzo mnie zaciekawiły. Szczególnie Black Abbey – niestety w „moim sklepie” jakieś skurczybyki wykupili wszystko co do sztuki. Został tylko Black Weizen. A cóż tu u licha jest tak w ogóle? Dunkelweizena jeszcze kojarzę, ale z ww. sformułowaniem spotykam się po raz pierwszy. Być może w istocie jest to właśnie ciemna pszenica, ale ze względu na czarniejszą barwę nosi przydomek Black? Zaraz się przekonam. 


Co jak co, ale piana, to tu jest niesamowita! Lałem powoli i po ściance, a skubana ze szkła chciała uciec! Beżowa pierzyna posiada średniej wielkości pęcherze, ale jej objętość i trwałość jest wprost fenomenalna. Lacing także pierwsza liga! Super.
Jedziemy dalej. Zagadka chyba faktycznie się rozwiązała – ciecz jest w zasadzie niemal czarna i nieprzejrzysta, na pewno dużo ciemniejsza niż Dunkelweizen, który zazwyczaj się co najwyżej ciemno brązowy.
Pomijając nawet kolor i tak nie jest to klasyczny, bawarski ciemny pszeniczniak, bowiem doktorzy niemal nigdy nie rozstają się z nowofalowymi lupulinami. W Black Weizen za niemałą goryczkę (50 IBU) oraz aromat odpowiadają do spółki: Equinox, Galaxy, Amarillo oraz Summit. Można się było domyśleć...
Pierwszy niuch to oczywiście Ameryka (i Australia w tym wypadku) – przyjemne tropiki razem z rześką nutą lekkiego cytrusa mile łechcą moje nozdrza. Trochę dalej mamy ciemne akcenty, głównie w postaci czekolady i kawy zbożowej. Tłem niespiesznie płyną sobie prażone słody, karmel oraz szczypta orzechów włoskich i chleba razowego ze słonecznikiem. Z każdą sekundą aromaty chmielowe nikną pod naporem niuansów pochodzenia słodowego, które wyraźnie dominują w tym piwie. Głęboko w tle majaczą nieznaczne bananowe cienie, o których jest mowa w „morskiej opowieści” na kontrze. Niestety jest to ilość bardziej sugestywna, aniżeli faktycznie wyczuta. Po goździku ani śladu. Nie mniej jednak aromat mi się podoba.

W smaku także prym wiodą ciemne klimaty z łagodną kawą i gorzką czekoladą na czele. Na drugim planie spotykamy delikatnie palone słody, tosty, prażony słonecznik i tym podobne tałatajstwo, które zresztą bardzo lubię. W posmaku da się wyłapać nieśmiałe ślady jankeskich chmieli, mianowicie lekkie muśnięcie cytrusa oraz słodkich owoców tropikalnych. Finisz natomiast został upstrzony średnio wyrazistą, ale dość przyjemną goryczką, która jest krótka, szlachetna i nie zalega, będąc w rzeczy samej wypadkową chmielu i palonych słodów. Piwo jest jednocześnie słodkawe, gorzkawe, a przez chwilę także lekko kwaskowe, co świadczy o bardzo dobrym balansie.
Poza doskonałym balansem warto tu również wspomnieć o odpowiedniej pełni i niebywałej pijalności (piwko znika w oka mgnieniu). Pomimo 16°Blg nie czuje się ciężaru stosunkowo dużego ciała – smak jest dość łagodny i bardzo przyswajalny. Choć w tym miejscu muszę przyznać, że trunek jest troszkę gęstawy i dosyć wolno sunie po podniebieniu. Ogólnie jednak rzecz ujmując całość jest raczej ugrzeczniona, aniżeli z pazurem, co oczywiście jest rzadkością w wykonaniu Doctor Brew.
Sumarycznie jest to bardzo smaczne i ciekawe piwo, choć nieco mało Weizenowe. Z pewnością nikt by się nie obraził, gdyby nazwano je Black IPA, ewentualnie Black IPA ze słodem pszenicznym.
OCENA: 8/10
CENA: ok. 8ZŁ
ALK.6,2%
TERMIN WAŻNOŚCI: 21.09.2015
DOCTOR BREW//BROWAR BARTEK

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz