Kiedyś bardzo lubiłem piwa miodowe. Jeszcze przed istnieniem bloga, była to prawdziwa odskocznia na tle nijakich, koncernowych jasnych lagerów. Obecnie nie jestem ich fanem, ale czasem lubię się napić dobrego miodowego piwa, najczęściej któregoś ze stajni Manufaktury Piwnej. Niedawno zauważyłem na rynku dwa piwa miodowe koncernowych marek. Był to oczywisty impuls, by zrobić kolejny test „Oko w Oko”. Kasztelan Miodowe pojawił się w sklepach w lutym 2025 roku. W składzie jest 2% miodu, ale nie wiemy jakiego. Do tego dochodzą niestety aromaty. Książęce Miodowy Lager zadebiutowało w marcu tego roku. Tu mamy 2,5% miodu gryczanego. Aromatu brak. Da się? Kasztelan Miodowe Piwo ma jasnozłotą, lekką opalizującą barwę. Piany jest dużo, ma ona drobną i zwartą teksturę. Opada w umiarkowanym tempie, zostawiając wyraźne zacieki na szkle. Piję. Czuć wyraźny miód, ale nie jest on przytłaczający. Spod niego bez problemu wyłapiemy słodowe klimaty, jak również lekki biszkopt, herbatnik oraz karme...
Po serii owocowych hardcorów marki Karpackie (zerknij tutaj ) przyszła pora na podstawkę, czyli Karpackie Mocne 17%. W tym napitku już nie ma żadnych soczków, czy aromatów. Z surowców niesłodowanych jest jedynie cukier, a tak w ogóle, to jest to piwo górnej fermentacji, a nie lager. Van Pur tym piwem trochę namieszał, bo przecież Karpackie Mocne (6,8%) jest już na rynku „iks” lat. Swego czasu było też kultowe Karpackie Super Mocne, kilka lat temu przemianowane po prostu na Karpackie 9% . Tak więc trzeba bardzo precyzyjnie się wyrażać o danym piwie, żeby nikogo nie wprowadzić w błąd. W szkle przywitało mnie głębokie i dość ciemne złoto. Piany jest niewiele i nim się człowiek obejrzy już nie ma czego wspominać. Piję, smakuję, cmokam, degustuję. Po paru łykach jedno ciśnie mi się na usta – pali suka! Bardzo czuć etanol, taki piekący, wódczany i rozgrzewający trzewia. Dominuje oczywiście słodowa podbudowa w typie biszkoptów i herbatników polanych karmelem. Tak, jest słodko....